Tesla Model 3 z grzałką PTC kontra Tesla Model 3 z pompą ciepła. Ile naprawdę można zaoszczędzić posiadając auto po tak zwanym liftingu?
Jedną z najważniejszych zmian, jakie Tesla wprowadziła do Modelu 3 podczas liftingu pod koniec 2020 roku, było zastąpienie klasycznej grzałki oporowej PTC, nowoczesną pompą ciepła. Dla wielu osób szukających używanego Modelu 3 pojawia się więc pytanie: czy warto dopłacić do nowszego egzemplarza i jak duża jest rzeczywista różnica w zużyciu energii?
W internecie można znaleźć wiele opinii, które często są mocno przesadzone. Jedni twierdzą, że pompa ciepła daje ogromne oszczędności, inni że różnica jest praktycznie niezauważalna. Jak zwykle prawda leży gdzieś pośrodku.
Przyjrzyjmy się więc wyłącznie rzeczywistym pomiarom i testom przeprowadzonym przez użytkowników oraz niezależnych testerów samochodów elektrycznych.
Co zmieniło się w Tesli Model 3 po liftingu?
Modele produkowane od 2018 do końca 2020 roku wykorzystywały tradycyjną grzałkę PTC. Jest to rozwiązanie bardzo proste i skuteczne, ale ma jedną zasadniczą wadę. Każda kilowatogodzina pobrana z akumulatora zamieniana jest na jedną kilowatogodzinę ciepła.
Pompa ciepła działa inaczej. Nie wytwarza ciepła bezpośrednio, lecz transportuje je z otoczenia do wnętrza samochodu. Dzięki temu do uzyskania tej samej ilości ciepła, potrzebuje znacznie mniej energii elektrycznej.
Wraz z liftingiem Tesla wprowadziła również układ Octovalve, który pozwala efektywnie zarządzać temperaturą kabiny, baterii oraz układu napędowego. W praktyce oznacza to możliwość odzyskiwania ciepła z różnych elementów pojazdu i wykorzystania go do ogrzewania samochodu.
Jak duża jest różnica w poborze energii przez ogrzewanie?
Podczas zimowej jazdy klasyczna grzałka PTC pobiera zwykle od 2 do 4 kW mocy. W pierwszych minutach po uruchomieniu samochodu, pobór może być jeszcze wyższy.
Pompa ciepła potrzebuje najczęściej od około 0,7 do 1,5 kW, aby zapewnić podobny komfort termiczny.
W praktyce oznacza to, że samo ogrzewanie kabiny może zużywać nawet dwa do trzech razy mniej energii niż w starszych egzemplarzach.
Bardzo dobrze pokazał to test przeprowadzony przez Bjørna Nylanda. Podczas postoju przy temperaturze około 3 stopni Celsjusza Model 3 wyposażony w pompę ciepła pobierał około 700 watów, natomiast starszy Model 3 z grzałką PTC około 2150 watów. Różnica była więc niemal trzykrotna.
To jednak nie oznacza, że cały samochód będzie zużywał trzy razy mniej energii. Ogrzewanie jest tylko jednym z wielu odbiorników energii w pojeździe.
Ile energii w takim razie można zaoszczędzić na 100 kilometrów?
To najważniejsze pytanie z punktu widzenia użytkownika.
Przy temperaturach około 10 stopni Celsjusza różnica jest stosunkowo niewielka. Ogrzewanie pracuje wtedy sporadycznie, dlatego pompa ciepła pozwala zaoszczędzić zwykle od około 0,5 do 1 kWh na każde 100 kilometrów.
Gdy temperatura spada w okolice zera, przewaga zaczyna być wyraźnie zauważalna. W typowych polskich warunkach zimowych oszczędność wynosi zazwyczaj od 1,5 do 2,5 kWh na 100 kilometrów.
Największą przewagę pompa ciepła osiąga przy temperaturach od około minus 5 do minus 10 stopni Celsjusza. W takich warunkach różnica może wynosić od 2 do nawet 4 kWh na 100 kilometrów.
Warto jednak pamiętać, że przy bardzo silnych mrozach sprawność każdej pompy ciepła spada. Gdy temperatura zbliża się do minus 15 stopni lub jest jeszcze niższa, przewaga nadal istnieje, ale zwykle zmniejsza się do około 1–2 kWh na 100 kilometrów.
Jak wygląda to podczas normalnej jazdy?

W takich warunkach ten konkretny Model 3 z 2018 roku zużyje więcej energii niż auto wyposażone w pompę ciepła.
W rzeczywistym użytkowaniu zimą Tesla Model 3 wyposażona w grzałkę PTC zużywa najczęściej od około 18 do 24 kWh na 100 kilometrów, w zależności od temperatury, prędkości i warunków drogowych. No i od tego jak mocno ciśniemy pedał przyspieszenia:)
Porównywalna Tesla Model 3 z pompą ciepła będzie zazwyczaj potrzebowała od około 16 do 22 kWh na 100 kilometrów.
Po przeanalizowaniu wielu testów drogowych można przyjąć, że najbardziej realistyczna różnica dla przeciętnego użytkownika wynosi około 2 kWh na każde 100 kilometrów jazdy zimą.
Nie jest to wartość rekordowa ani maksymalna. To po prostu średnia, którą rzeczywiście można zaobserwować podczas codziennego użytkowania samochodu.
Jak to się przekłada na zasięg auta?
Jeżeli zimą samochód zużywa o około 2 kWh mniej energii na każde 100 kilometrów, przekłada się to bezpośrednio na większy zasięg.
W zależności od warunków kierowca może liczyć na poprawę zasięgu od około 5 do 12 procent.
W praktyce oznacza to często dodatkowe 20–40 kilometrów zasięgu podczas zimowej jazdy, bez konieczności ładowania.
Dla osób podróżujących na dłuższych trasach, może to oznaczać krótsze postoje lub możliwość pominięcia jednego z ładowań.
Liczymy dalej, czyli ile pieniędzy można zaoszczędzić?
Załóżmy roczny przebieg na poziomie 20 tysięcy kilometrów.
Jeżeli połowa tego przebiegu przypada na chłodniejsze miesiące, a średnia oszczędność wynosi około 2 kWh na 100 kilometrów, daje to około 200 kWh energii zaoszczędzonej w ciągu roku.
Przy cenie energii wynoszącej 1 zł za kWh daje to około 200 zł oszczędności rocznie.
Przy cenie 2 zł za kWh oszczędność wzrasta do około 400 zł rocznie.
Nie są to więc kwoty, które same w sobie uzasadniają zakup nowszego samochodu.
Znacznie większe znaczenie ma wygoda użytkowania, lepszy zimowy zasięg oraz szybsze nagrzewanie kabiny i baterii.
Wnioski na sam koniec...
Pompa ciepła w Tesli Model 3 jest bez wątpienia bardziej efektywnym rozwiązaniem od klasycznej grzałki PTC stosowanej w modelach z lat 2018–2020.
Rzeczywiste testy pokazują, że sama instalacja grzewcza, może zużywać nawet dwa do trzech razy mniej energii. Nie przekłada się to jednak na równie spektakularne oszczędności całego samochodu.
W codziennym użytkowaniu najbardziej realistyczną wartością jest oszczędność wynosząca około 2 kWh na 100 kilometrów podczas zimowej jazdy.
Oznacza to zwykle od 5 do 12 procent niższe zużycie energii i zauważalnie większy zasięg w chłodnych miesiącach.
Jeżeli więc ktoś zastanawia się, czy pompa ciepła ma sens, odpowiedź brzmi: tak. Nie jest to jednak rewolucja zmieniająca samochód nie do poznania. To raczej dopracowanie konstrukcji, które szczególnie docenią osoby regularnie jeżdżące zimą i pokonujące dłuższe trasy.
Fot: X/Coleton Guerin