Szwecja chce zablokować Teslę FSD w Europie. Powodem jest funkcja przekraczania ograniczeń prędkości. Komu to przeszkadza? Ech... ci Szwedzi:)
Europejska droga Tesli do szerszego wdrożenia systemu Full Self-Driving (Supervised) napotkała kolejną przeszkodę. Szwedzka administracja transportowa (TRV) oficjalnie zarekomendowała, aby Unia Europejska nie zatwierdzała systemu w obecnej formie. Głównym powodem jest funkcja pozwalająca na jazdę z prędkością wyższą od obowiązującego limitu. Jak byśmy rzeczywiście jeździli wszyscy wzorowo i przepisowo. Ja wiem, że skandynawia to kierowcy jeżdżący na wstecznym, ale bez przesady...:)
O co dokładnie chodzi?
Tesla FSD (Supervised) umożliwia kierowcy ustawienie tzw. Speed Offset, czyli marginesu prędkości względem obowiązującego ograniczenia. Oznacza to, że samochód może – pod nadzorem kierowcy – poruszać się np. o kilka kilometrów na godzinę szybciej niż wskazuje znak drogowy. Wielkie halo...
Takie rozwiązanie nie jest niczym nowym. Podobną funkcję od lat oferują klasyczne adaptacyjne tempomaty wielu producentów. Różnica polega jednak na tym, że w przypadku FSD system samodzielnie prowadzi pojazd również w ruchu miejskim, podejmując decyzje dotyczące skrętów, skrzyżowań czy zmiany pasa ruchu. W opinii części europejskich regulatorów automatyczny system prowadzenia nie powinien świadomie wykonywać manewrów niezgodnych z przepisami. Czyli nie powinien jechać ani o kilometr więcej niż pokazują przepsiy czy znaki drogowe.
Najlepsze są ograniczenia do 30 km/h. Tak, tak... to prawdziwy pokaz władzy regulatora nad kierowcą. Prosta droga, zero ruchu, miejscowość, środek lata. Upał... i ograniczenie do 30 km/h na pustej drodze. Oczywiście możnaby było spokojnie jechać 50 km/h. Jednak ostatnimi laty ustawodawcy są jakby przeczuleni na prędkość. I myślą, że jazda w iście żółwim tempie, przez rozgrzane letnim słońcem miasteczko, będzie remedium na wszelkie niepożądane drogowe zdarzenia. Ale przejdźmy do przeczulonych Szwedów, którzy nie lubią Tesli i toczą z nią spór od lat.
Stanowisko Szwecji
Według dokumentów ujawnionych przez Reuters, szwedzka administracja transportowa przekazała do unijnego Komitetu Technicznego ds. Pojazdów Silnikowych (TCMV), że możliwość systematycznego przekraczania limitów prędkości stoi w sprzeczności z celami automatyzacji transportu oraz obowiązującym prawem.
Szwedzi rekomendują, aby Tesla usunęła tę funkcję, przed wydaniem zgody na wdrożenie FSD w całej Unii Europejskiej. W przeciwnym razie kraj zamierza głosować przeciwko zatwierdzeniu systemu.
Czy FSD rzeczywiście “łamie przepisy”?
To bardziej złożona kwestia, niż sugerują nagłówki.
FSD (Supervised) nie jest systemem autonomicznym. Kierowca przez cały czas pozostaje odpowiedzialny za prowadzenie pojazdu i ma obowiązek nadzorować jego działanie. Tesla również podkreśla w instrukcji obsługi, że użytkownik odpowiada za dobór bezpiecznej i zgodnej z przepisami prędkości.
W praktyce funkcja Speed Offset działa podobnie do ustawienia adaptacyjnego tempomatu na wartość wyższą od obowiązującego limitu. Różnica polega na tym, że decyzję o utrzymaniu tej prędkości realizuje system wspomagający prowadzenie.
Europa jest znacznie bardziej ostrożna niż USA
To nie pierwszy raz, gdy europejskie organy regulacyjne zgłaszają zastrzeżenia wobec FSD. Wcześniej pojawiały się pytania dotyczące:
* działania systemu na oblodzonych drogach,
* nazewnictwa “Full Self-Driving”, które może sugerować pełną autonomię,
* sposobu prezentowania danych dotyczących bezpieczeństwa,
* zgodności zachowania systemu z europejskimi przepisami ruchu drogowego. (Reuters)
Co więc dalej?
Decyzja nie oznacza zakazu dla Tesli ani końca projektu FSD w Europie. Sprawa ma zostać omówiona podczas posiedzenia unijnego komitetu TCMV, a ostateczne głosowanie odbędzie się w późniejszym terminie.
Jeżeli większość państw członkowskich poprze stanowisko Szwecji, Tesla może zostać zmuszona do przygotowania europejskiej wersji FSD z wyłączoną funkcją Speed Offset. To byłby kolejny przykład dostosowania oprogramowania, do specyficznych wymagań rynku europejskiego.
Naszym zdaniem...
Cała dyskusja pokazuje fundamentalną różnicę w podejściu do systemów wspomagania kierowcy po obu stronach Atlantyku. W Stanach Zjednoczonych producenci pozostawiają użytkownikowi większą swobodę konfiguracji, zakładając jego pełną odpowiedzialność za prowadzenie pojazdu.
Europa podchodzi do tematu znacznie bardziej konserwatywnie. Oczekiwania regulatorów są jasne – jeżeli system prowadzi samochód, powinien bezwzględnie przestrzegać przepisów, nawet jeśli kierowca mógłby legalnie przejąć kontrolę i podjąć inną decyzję.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy Tesla zdecyduje się na kompromis, czy będzie próbowała przekonać europejskich regulatorów do swojego podejścia.
I wiecie co? Wydaje nam się, jako wieloletnim użytkownikom Tesli, że Szwedzi po prostu szukają dziury w całym...