Jak ładować Teslę, żeby bateria starzała się wolniej?

Jak ładować Teslę, żeby bateria starzała się wolniej?

Jak ładować Teslę, żeby bateria starzała się wolniej?

Pamiętam, jak kilka lat temu znajomy zadzwonił do mnie z dość nietypowym pytaniem.

Słuchaj... naładowałem Teslę do 100%. Czy właśnie skróciłem życie baterii?

Uśmiechnąłem się, bo dokładnie takie same pytanie zadaje sobie chyba każdy świeżo upieczony właściciel samochodu elektrycznego. W końcu bateria to najdroższy element auta. Nic dziwnego, że chcemy o nią dbać najlepiej, jak potrafimy.

Tyle że wokół jej ładowania narosło mnóstwo mitów. Jedni twierdzą, że Superchargery zabijają akumulator. Inni, że nigdy nie wolno ładować do 100%. Są też tacy, którzy z przerażeniem patrzą, gdy poziom energii spada poniżej 20%.

Prawda, jak to zwykle bywa, leży gdzieś pośrodku.

I co ciekawe... Tesla od lat sama podpowiada kierowcom, jak wydłużyć życie baterii. Wielu po prostu nie zwraca na to uwagi.

Bateria nie starzeje się od jazdy. Bardziej od tego, jak z niej korzystamy

Wielu ludzi - użytkowników Tesli sądzi, iż największym wrogiem akumulatora jest duży przebieg. jak w spalinowych z silnikiem. Przebieg go zabija z każdym przejechanym kilometrem.

Dziś wiemy już, że w EV tak nie jest.

Baterie litowo-jonowe starzeją się przede wszystkim z powodu czasu, temperatury oraz częstego przebywania na bardzo wysokim lub bardzo niskim poziomie naładowania.

To dlatego Tesla zaleca, aby na co dzień ustawiać limit ładowania na około 80%, a w nowszych modelach z niektórymi wersjami akumulatorów nawet na 80–90%, zależnie od chemii ogniw i zaleceń wyświetlanych przez samochód.

Do 100% warto ładować przede wszystkim wtedy, gdy naprawdę zamierzamy zaraz ruszyć w dłuższą trasę. Lub posiadamy baterię w technologii LFP.

Ale dla jasności - 100% nie jest zakazane.

Po prostu bateria nie lubi długo "odpoczywać" całkowicie naładowana.

To trochę jak z balonem. Można go napompować do maksimum. Nic złego się nie stanie. Ale jeśli zostawimy go tak na kilka dni, będzie pod większym naprężeniem niż wtedy, gdy jest lekko niedopompowany. Z baterią jest tak samo. Ładowanie do 100% - tak, ale najlepiej wtedy, gdy od razu ruszamy w trasę i poziom naładowania się obniża. Wtedy nie będzie skutków ubocznych w postaci nieco szybszej degradacji.

A co z rozładowaniem do zera?

Tutaj odpowiedź jest równie prosta.

Nie warto.

Elektronika Tesli i tak zostawia pewien zapas energii, zwany buforem (w Tesli Model 3 na przykład, to najczęściej 3,5-3,6 kWh), którego kierowca nie widzi, ale regularne doprowadzanie baterii do skrajnie niskiego poziomu nie służy jej kondycji.

Najlepiej podłączyć samochód wtedy, gdy poziom energii spadnie w okolice 15–25%.

Czy trzeba pilnować tego codziennie?

Nie.

To bardziej dobra praktyka niż sztywna zasada.

Samochód nie obrazi się za jednorazowe zejście do kilku procent. Problem zaczyna się wtedy, gdy robimy z tego codzienny rytuał. Szczególnie podczas dużych mrozów, na przykład.

Supercharger nie jest diabłem

To chyba jeden z najczęściej powtarzanych mitów.

Słyszę go regularnie.

"Jak będziesz ładował tylko na Superchargerach, bateria padnie po kilku latach."

Brzmi groźnie. I ludzie w to wierzą... niestety.

Problem w tym, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Tesla od początku projektowała swoje akumulatory, właśnie z myślą o szybkim ładowaniu. Oczywiście, częste korzystanie wyłącznie z ładowarek DC może nieco przyspieszyć naturalny proces degradacji, ale różnice obserwowane w badaniach są zdecydowanie mniejsze, niż wielu osobom się wydaje.

Zdecydowanie większym zagrożeniem jest wysoka temperatura baterii, przez dłuższy czas, niż samo korzystanie z Superchargerów.

Poza tym... zastanówmy się przez chwilę.

Na świecie jeżdżą już setki tysięcy Tesli, które od lat korzystają głównie z sieci Supercharger. Wiele z nich ma przebiegi przekraczające 300, 400, a nawet 500 tysięcy kilometrów.

Gdyby szybkie ładowanie rzeczywiście niszczyło baterie w dramatycznym tempie, dziś wszyscy by o tym wiedzieli.

Najlepsze ładowanie? Takie, o którym prawie nie myślisz - to fakt

Paradoks polega na tym, że Tesla została zaprojektowana tak, aby maksymalnie uprościć życie kierowcy.

Podjeżdżasz.

Podłączasz.

Idziesz spać.

Rano samochód jest gotowy.

To właśnie regularne ładowanie prądem AC w domu lub w pracy, jest dla baterii najbardziej komfortowe.

Nie dlatego, że jest "zdrowsze" samo w sobie.

Po prostu odbywa się spokojniej, przy mniejszych mocach i zazwyczaj bez dużego wzrostu temperatury ogniw.

Jeżeli masz możliwość ładowania z wallboxa, korzystaj z niej jak najczęściej.

Supercharger zostaw na podróże.

Dokładnie tak, jak został zaprojektowany.

Temperatura robi większą różnicę, niż wielu kierowców przypuszcza

Zimą często słyszę pytanie:

"Czy powinienem rozgrzewać baterię przed ładowaniem?"

Na szczęście Tesla robi to za nas.

Jeżeli ustawimy w nawigacji Supercharger jako cel podróży, samochód sam rozpocznie przygotowanie akumulatora.

Podgrzeje go lub schłodzi, jeśli będzie taka potrzeba.

Efekt?

Szybsze ładowanie.

Mniejsze obciążenie ogniw.

I większa sprawność całego procesu.

To jedna z tych funkcji, których praktycznie nie widać, ale właśnie dzięki nim współczesne samochody elektryczne są znacznie bardziej dopracowane niż jeszcze kilka lat temu. A pakiety baterii działając w bardziej komfortowym zakresie temperatur, potrafią wytrzymać naprawdę wiele lat i zaliczyć ogromne przebiegi, jeśli chodzi o ilość przejechanych kilometrów.

W takich temperaturach, jadąc na wakacje i ładując swoje auto na SuC Tesli, ustawiam maksimum SOC na 90% - nie więcej. Jestem bardziej spokojny o to, że nie wyciskam z baterii siódmych potów, kiedy temperatury na zewnątrz są ekstremalnie wysokie.

Nie panikuj, gdy zobaczysz kilka procent degradacji

Tutaj wielu nowych właścicieli Tesli wpada w niepotrzebną panikę.

Auto miało zasięg 520 kilometrów.

Po dwóch latach pokazuje 500.

Coś się zepsuło?

Nie.

To normalne.

Większość współczesnych baterii przechodzi największy spadek pojemności w pierwszych kilkudziesięciu tysiącach kilometrów lub w pierwszych latach użytkowania. Później tempo degradacji zwykle wyraźnie zwalnia.

Dlatego kilka procent utraty pojemności po kilku latach absolutnie nie powinno nikogo dziwić.

Znacznie ważniejsze jest to, jak bateria zachowuje się później.

A tutaj Tesla od lat pokazuje, że potrafi utrzymywać bardzo dobrą kondycję akumulatorów nawet przy naprawdę dużych przebiegach.

Poza tym pamiętajcie, ze firma ta nieustannie udoskonala swój soft. A co za tym idzie, auto jest w stanie pokazać bardzo realistyczny zasięg. Dlaczego? Bo jeszcze 5 lat temu tak nie było, ale dziś Tesla, jadąc - analizuje mnóstwo czynników zewnętrznych. Wysokość nad poziomem morza miejsca docelowego, temperaturę, opady deszczu czy śniegu, siłę i kierunek wiatru. Więc jeśli Wasza Tesla jeszcze niedawno pokazywała 500 km zasięgu, a po ostatniej aktualizacji pokazuje 20 kilometrów mniej, nie stresujcie się. Chodzi w tym o to, że auto pokazuje bardziej realny zasięg, niż przed aktualizacją oprogramowania. Bierze pod uwagę większą ilość zmiennych, mających wpływ na zasięg. Bo nie chodzi o to żeby samochód Was okłamywał i pokazywał 700 km zasięgu, gdy w rzeczywistości zrobi 450. Lepsze jest to, żeby pokazał 500 i realnie przejechał 450. Właśnie do tego zmierza Tesla. jak najmniejsza różnica między tym co pokazuje auto a realnym zasięgiem.

I jeszcze jedna rzecz...

Od lat obserwuję kierowców Tesli i zauważyłem coś ciekawego.

Najbardziej o baterię martwią się zwykle ci, którzy mają samochód od kilku tygodni.

Po roku temat praktycznie znika.

Po dwóch latach większość po prostu jeździ.

Bo okazuje się, że Tesla naprawdę została zaprojektowana tak, aby nie zmuszać właściciela do ciągłego analizowania każdego procenta na ekranie.

Oczywiście warto stosować kilka prostych zasad. Nie zostawiać auta przez wiele dni z baterią naładowaną do pełna. Nie doprowadzać regularnie do całkowitego rozładowania. Korzystać z ładowania AC tam, gdzie to wygodne.

Ale równie ważne jest coś jeszcze.

Nie popadać w przesadę.

Bo samochód ma służyć do jazdy.

A nie do codziennego stresowania się kondycją akumulatora.

I chyba właśnie to jest największa zaleta Tesli. Po pewnym czasie przestajesz myśleć o baterii. Po prostu wsiadasz, jedziesz i cieszysz się drogą. A bateria... ona naprawdę potrafi odwdzięczyć się za rozsądne traktowanie setkami tysięcy bezproblemowo przejechanych kilometrów.